Tak, kupiłam mieszkanie, ale nikogo do siebie na mieszkanie wpuszczać
Odwrócił się i odszedł bez pożegnania.
Ksiusza patrzyła za nim zdumiona. Spodziewała się wszystkiego: kolejnych pretensji, gróźb, próśb. Ale nie tego spóźnionego przyznania racji.
Minęło pół roku…

Remont był prawie skończony. Mieszkanie zmieniło się nie do poznania. Jasne ściany, nowy laminat, przytulna kuchnia. Nie było jeszcze całej mebli, wisiały tymczasowe lampki, ale to już był dom. Ich dom. Cichy, spokojny, przytulny.
Siedzieli na nowej kanapie, pili herbatę i patrzyli przez ogromne okno na światła nocnego miasta. Ksiusza oparła głowę o ramię Olega.
— Wiesz, czasem nadal czuję się winna.