— Te pieniądze trafią na nasze wspólne konto rodzinne — oznajmiła teśc

Walentyna Iwanowna wyszła do przedpokoju z niewzruszoną miną.

— Ach, Marina. A czemu tak wcześnie?

— Spotkanie przełożyli. Gdzie jest Liza?

— Jeszcze w przedszkolu. Sierioża po nią jedzie.

— Dobrze. To ja na razie rozpakuję rzeczy.

Wieczorem przy kolacji wszystko było jak zwykle. Walentyna Iwanowna opowiadała o swoich planach dotyczących rodzinnego budżetu, Siergiej milczał, a Liza paplała o przedszkolu. Marina uśmiechała się i kiwała głową w odpowiednich momentach.

Następnego dnia poprosiła w pracy o wolne i pojechała obejrzeć mieszkanie. Jasne, przestronne dwupokojowe z widokiem na park. Na podwórku plac zabaw. Dobra okolica, niedaleko szkoła.

— Bierzesz? — zapytała Swieta.

— Biorę. Kiedy można się wprowadzać?

— Choćby jutro. Opłata za dwa miesiące z góry.

— Zgoda.

Przez następne dwa tygodnie Marina przygotowywała się. Kupowała potrzebne rzeczy i zawoziła je do nowego mieszkania. Na szczęście delegacje pozwalały jej znikać z domu bez zbędnych pytań. Otworzyła też konto w banku na nazwisko córki, na które przelała część oszczędności. Skonsultowała się z prawnikiem w sprawie rozwodu i alimentów.

I nadszedł dzień X. Piątek, koniec miesiąca. Marina dostała wypłatę i jak zwykle przyniosła ją do domu. Walentyna Iwanowna czekała w salonie, gotowa przyjąć swoją „daninę”.

— A, Marinochka! Przynoś tutaj!

Marina podała jej kopertę. Teściowa jak zawsze przeliczyła banknoty.

— Tak, a premia? Sierioża mówił, że powinniście mieć premie kwartalne.

— Nie było premii — odpowiedziała spokojnie Marina.

— Jak to nie było? Nie kłam!