— Te pieniądze trafią na nasze wspólne konto rodzinne — oznajmiła teśc

— Nie było — powtórzyła Marina. — Bo ja dwa tygodnie temu się zwolniłam.

W pokoju zapadła gęsta jak mgła cisza. Walentyna Iwanowna patrzyła na synową, nie wierząc własnym uszom.

— Co? Jak to zwolniłaś się? Sierioża!!! — wrzasnęła. — Chodź tu natychmiast!

Siergiej wbiegł do pokoju, zaniepokojony.

— Co się stało?

— Twoja żona mówi, że się zwolniła!

Siergiej spojrzał na Marinę.

— To prawda?

— Prawda.

— Ale… dlaczego? Po co?

Marina spojrzała na niego spokojnie, niemal współczująco.

— Dlatego, że znalazłam lepszą pracę. Z pensją dwa razy wyższą. W innym mieście.

— W innym mieście?! — zapiszczała teściowa. — Zwariowałaś? A rodzina? A dom?!

— Jaka rodzina, Walentyno Iwanowno? — odwróciła się do niej Marina. — Ta, w której zbieracie mojemu mężowi na mieszkanie dla nowej żony? Ta, w której ja jestem osłem roboczym, mającym pracować na was? Wszystko słyszałam. Dwa tygodnie temu.

Twarz teściowej zrobiła się purpurowa.

— Podsłuchiwałaś?!

— Wróciłam do domu. Do swojego domu. Chociaż nie, przepraszam — do waszego domu. Tu nie ma nic mojego. Nawet mój mąż jest wasz.

Odwróciła się do Siergieja, który stał blady, otwierając i zamykając usta jak ryba.

— Składam pozew o rozwód. Dokumenty są już u prawnika. Mieszkanie wynajęłam, jutro wyprowadzamy się z Lizą. Możesz ją odwiedzać kiedy chcesz, nie będę przeszkadzać. Alimenty — dwadzieścia pięć procent twojej pensji. I tak, znam twoją prawdziwą pensję, nie tę, którą pokazujesz mamie.