— Z mojej pensji. Tej, która jest dwa razy wyższa. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie. Mówiłam, że mam nową pracę. Nie powiedziałam tylko, że od miesiąca już tam pracuję. Zdalnie. A wy byliście tak zajęci liczeniem moich pieniędzy, że nawet nie zauważyliście.
Wyszła, zostawiając ich stojących pośrodku salonu. Matka i syn. Teściowa i maminsynek. Ze swoim „wspólnym budżetem”, w którym nagle powstała dziura na sto dwadzieścia tysięcy miesięcznie.
Następnego ranka Marina z Lizą wyjechały. Teściowa próbowała urządzać sceny, blokować wyjście, grozić policją. Ale Marina po prostu wsiadła do zamówionej taksówki z dwoma walizkami i odjechała.