— Te pieniądze trafią na nasze wspólne konto rodzinne — oznajmiła teśc
— Jak to komu? Rodzinie! Sierioży potrzebny jest porządniejszy samochód, jest przecież głową rodziny.
— Ale on już ma samochód. A ja nie mam.
Teściowa zmarszczyła brwi.
— Po co ci samochód? Sierioża cię podwozi, kiedy trzeba.
— Kiedy jemu pasuje — poprawiła Marina.
— Nie zaczynaj — ostrzegła sucho Walentyna Iwanowna. — Już to omówiłyśmy. Pieniądze idą na wspólne potrzeby.
Marina kiwnęła głową i zamilkła. W ogóle zaczęła mało mówić. Siergiej początkowo próbował dowiedzieć się, co się dzieje, ale odpowiadała krótko: wszystko w porządku, jestem zmęczona, dużo pracy. Uspokoił się. W końcu: nie ma awantur, mama zadowolona, żona nie dyskutuje — czego chcieć więcej?
Minął miesiąc. Marina przyniosła drugą pensję i po cichu oddała teściowej. Ta przyjęła pieniądze jak coś oczywistego, nawet nie podziękowała. Po prostu skinęła głową i zaniosła je do swojego pokoju, gdzie w starym radzieckim sejfie przechowywała rodzinne oszczędności.
— Wiesz, tak sobie pomyślałam — powiedziała wieczorem, kiedy cała rodzina siedziała przy kolacji. — Trzeba Marinie wydzielać kieszonkowe. W końcu kobiecie potrzebne są różne drobiazgi. No wiesz, kupić rajstopy, pomadkę…
Powiedziała to tonem, jakby robiła synowej ogromną przysługę.