— Dobry wieczór, Klausie, — powiedziała spokojnie Elena. — Mam nadzieję, że podróż z lotniska była komfortowa?
— Doskonale, Eleno. Wszystkie raporty dotyczące długów tego majątku mam przy sobie. Czekam na twoją decyzję.
Finał wielkości
Cisza w holu była tak głęboka, że słychać było, jak na zewnątrz cykają cykady. Beatrice von Stein powoli osunęła się na stary kanapę. Jej twarz z purpurowej stała się trupio blada.
— Elena… co to znaczy? — wydusił Tomasz, który sam stał w szoku.
— To znaczy, Tomaszu, że nie jestem „analitykiem”. Jestem partnerem zarządzającym funduszem, który teraz posiada wasz dom, wasze winnice, a nawet twój samochód, Christianie.
Elena odwróciła się do teściowej.