W ciągu następnych dni prawda wyszła na jaw. Ana została napadnięta przez dwóch złodziei, którzy ukrywali się w okolicy. Wrzucili ją do studni, myśląc, że nie żyje. Ślady ognia, kamienie – wszystko było ze sobą powiązane.
Ion zapłacił za zatkanie studni. Postawił obok niej mały krzyż, zrobiony z prostego drewna. Napisał na nim jedno imię: Ioana.
Życie już nigdy nie było takie samo. Ale znów było życie.
Ion zaczął pomagać porzuconym dzieciom. Finansował ośrodki, wypłacał stypendia, robił drobne rzeczy, nie zwracając na siebie uwagi prasy.
Wiedział, że niektórych długów nie da się spłacić pieniędzmi.
Pewnego wieczoru Ana zapytała go: