– Nie chcę zrywać więzi – dodała Yura łagodniej, ale stanowczo. – Ale nie pozwolę, żeby znowu mnie oszukano. W wiosce, kiedy jeden człowiek pożycza od drugiego, mężczyźni zbierają się w tawernie i klaszczą nad stołem. Jeśli skłamiesz, wszyscy się dowiedzą i będziesz się wstydzić. Nie chciałam cię zawstydzić. Ale może na to zasługujesz.
W powietrzu unosił się ciężki zapach zimnego steku. Cisza stała się przytłaczająca. Tylko zegar na ścianie tykał, przypominając wszystkim, że czas mija i że żadne z nich nie jest już dzieckiem.
Catinca patrzyła na niego długo ze łzami w oczach. Kochała go, ale bała się, jak bardzo się zmienił. Jednak w głębi duszy wiedział, że ma rację. Podczas gdy on pracował, a inni żyli z jego długów, nie tylko interes się walił, ale i ich małżeństwo.
– Yura… – wyszeptała. – Może naprawdę powinieneś był odezwać się wcześniej.
Lekko dotknął jej dłoni. „Lepiej późno niż wcale”.
Słowiański, siedzący na rogu stołu, wybuchnął: „Dobrze! Dam ci pieniądze! Nie wiem jak, ale dam! Tylko niech nie słyszę więcej takich słów jak „Nie jestem mężczyzną”.
„Takiego cię chcę, bracie!” – powiedział Jura ze zmęczonym uśmiechem. „Nie mnie, tylko tobie”.
Teściowa i teść wymienili zaniepokojone spojrzenia. Wiedzieli, że Jura ma rację. I choć z trudem, zrozumieli, że czas, gdy chowali się za pretekstami, minął.