– Gdzie Dmitry?
– Powiedział, że zaraz przyjdzie… praca, wiecie jak jest – usprawiedliwiła go Maria, dawna przyjaciółka Larisy, która również została zaproszona.
Dmitry w końcu się pojawił:
– Zatrzymało mnie w pracy, a na przystanku spotkałem Maszę, podrzuciłem ją – powiedział, przepuszczając Marię do przodu.
Masza usiadła obok Dmitry’ego, a Laris musiała zadowolić się końcem stołu, na najmniej wygodnym stołku.
– I tak będziesz biegać i podawać jedzenie – rzucił Dmitry. – Po co w ogóle siedzisz? Jesteś na diecie! Podaj trochę sałatki. Masza, chcesz galaretkę? Uważasz na linię?
– Jest idealna, nic zbędnego – zaśmiała się Masza.
Larisę ogarnęła presja. Podawała dania gościom, zbierała talerze i wracała do kuchni. W lodówce czekało nowe ciasto, lżejsze niż ulubione Dmitry’ego. Nie zdążyła go dopracować, teraz sama sobie wyrzucała, że postanowiła eksperymentować zamiast zrobić tradycyjne ciasto.
Kiedy przyniosła deser, serce biło jej w gardle. Nie zauważyła kota, który wpełzł między jej nogi. Potknęła się, ciasto upadło na stół, a herbata rozlała się po nowym obrusie.
Zapanowała cisza. Dmitry krzyknął:
– Jak można być tak niezdarnym?! Nie potrafisz nawet podać ciasta! Podnieś nogi!