Minęły miesiące. Valentina, zasłaniając twarz chustką, pracowała w sprzątaniu. Codziennie rano przyglądała się sobie w lustrze, próbując zmienić wygląd tak, by nie zostać rozpoznaną. Znalazła skromną pracę, tylko po to, by nie zostać sama w wynajętym mieszkaniu. Wynagrodzenie było niskie, ale nie miało znaczenia – liczyło się bycie wśród ludzi, nawet jeśli nikt jej nie znał.
Firma, w której pracowała, produkowała torby i teczki ze skóry – echo jej dawnej pracy.
— Valentina! — zawołała koleżanka, sekretarka szefa. — Szef wyszedł, możesz ogarnąć jego biuro.
— Już idę! — odpowiedziała.
Koledzy byli mili, nikt nie patrzył na nią z góry. Jeśli ktoś obchodził urodziny, dzielili się kawałkiem ciasta z nią. Valentina zaczęła układać dokumenty, odkurzać, myć podłogę. Na biurku znalazła stertę papierów w nieładzie. Uporządkowała je starannie, ale jeden arkusz przykuł jej uwagę: zawierał podejrzane kwoty.
Ta sama firma dostarczała skórę, ale cena była zawyżona, a pośrednikiem była spółka powiązana z nią! Fëdor wykorzystywał ten trik, aby zgarniać pieniądze, podczas gdy firma była pozbawiona nadzoru. Valentina znała te mechanizmy: fałszywe faktury, brak realnego właściciela.