W 1979 roku adoptował dziewięć dziewczynek, którymi nikt nie chciał się zaopiekować

Nie płakał łatwo. Życie nauczyło go być silnym. Ale w tym momencie emocje go przytłoczyły.

W ciągu następnych dni jego historia była wszędzie. W telewizji, w internecie, w gazetach. Ludzie z całego kraju nazywali go „Ojcem Rumunii”. Niektórzy szukali go tylko po to, by podziękować mu za przykład. Inni chcieli go przytulić. Starzy ludzie, dzieci, prości ludzie.

Ale prawdziwa niespodzianka miała dopiero nadejść.

W dniu gali sala była pełna. Jasne światła, ważne osobistości, kamery. Radu był wzruszony, ale dziewczyny stały u jego boku, pięknie ubrane, promieniejąc dumą.

Kiedy prezenter zaczął mówić, publiczność ucichła.

– Dziś wieczorem czcimy człowieka, który pokazał Rumunii, co znaczy prawdziwa miłość. Który wychował dziewięć małych dziewczynek nie dla chwały, nie dla oklasków, ale dlatego, że nie chciał ich zostawić samych w świecie, który ich nie chciał.

Wtedy światło reflektorów padło na nie.

Radu zamarł.

Nie dla nagrody. Ale za to, co dziewczyny zrobiły.

Sara wyszła pierwsza na scenę.