W Dzień Ojca moja mama powiedziała: „Dla nas jesteś martwy”. Wtedy przyszedł mój ochroniarz…

Poczułam przypływ adrenaliny w żyłach, to samo znajome uczucie za każdym razem, gdy sprawy się komplikowały. W przeciwieństwie do nich, żyłam w świecie, w którym jeden zły SMS albo niewłaściwa osoba w niewłaściwym miejscu mogła wywrócić życie do góry nogami.

— Co się dzieje? — zapytałam, wstając, nie czekając na czyjąkolwiek aprobatę.

— Mamy problem. Duży problem. I musimy odejść, zanim stanie się to publiczne.

Mama wybuchnęła.

— Publiczne? Co może być aż tak poważnego? Co jeszcze zrobiłaś?