W Dzień Ojca moja mama powiedziała: „Dla nas jesteś martwy”. Wtedy przyszedł mój ochroniarz…

Spojrzałam na nią. Na wszystkich. Na rodzinę, która dla mnie nie była już rodziną, a sceną, w której zawsze odgrywałam rolę „wstydu”.

„Nic, co by cię zainteresowało” — odpowiedziałam, ale mój głos drżał, nie ze strachu, ale ze zmęczenia. Zmęczenia latami, w których sprawiali, że czułam się niewystarczająca.

Radu dotknął mojego ramienia dyskretnym gestem.

„Sorina, musisz”.

W tym momencie Mirela, moja młodsza siostra, ta sama Mirela, która martwiła się tylko o swoje paznokcie i narzeczonego z pensją dziesięciu tysięcy lei, podniosła wzrok. Zobaczyłam w jej oczach coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam: strach.

„Czy coś się dzieje?” zapytała ledwo słyszalnie.

Przez chwilę panowała całkowita cisza.