W Walentynki przeprowadziłem resuscytację krążeniowo-oddechową u bezdo

„Tak” – wysapałem. „Brak efektywnego oddechu. Słaby puls. Sinica.”

Rzucił mi szybkie spojrzenie. „Dobra robota”.

Przejęli kontrolę – tlen, worki, monitor – poruszając się z tą żelazną pewnością siebie, która sprawia, że ​​znów wierzysz w systemy. Zatoczyłem się do tyłu, drżąc.

Podnieśli mężczyznę na nosze. Jego oczy otworzyły się gwałtownie. Spojrzał prosto na mnie, jakby próbował się czegoś chwycić.

Wychrypiał: „Marker”.

Pochyliłem się. „Co?”

Złapał mnie za nadgarstek. „Twoje imię. Zapisz je. Żebym nie zapomniał”.

Ktoś wcisnął mi marker w dłoń. Napisałem na wewnętrznej stronie jego nadgarstka:

WRZOSIEC.