W Walentynki przeprowadziłem resuscytację krążeniowo-oddechową u bezdo

Wpatrywał się w nią, jakby to była tratwa ratunkowa. Potem drzwi karetki się zamknęły.

Szłam do domu, jakbym była pod wodą. Weszłam pod prysznic i płakałam, aż bolało mnie gardło. Nie tylko o Jace'ie. O tym, że mam 28 lat i wciąż walczę o to, czego pragnę. O ludziach, którzy patrzą, jak ktoś umiera, i martwią się zarazkami.

Następnego ranka ktoś zapukał poważnie.

Kiedy otworzyłem drzwi, zamarłem. Czarna limuzyna stała na krawężniku jak błąd w rzeczywistości. A tam, czysty i zadbany, stał facet z zaułka.

Uśmiechnął się. „Jesteś tą kobietą, która wczoraj uratowała mi życie, prawda?”

Wpatrywałem się. „Albo uderzyłem się w głowę, albo zaraz mi coś sprzedasz”.

Parsknął śmiechem. „Sprawiedliwie. Jestem Murray”.

Nie wziąłem go za rękę. „Murray ze śmietnika”.