Cienki.
Zacisnąłem dłonie i zacząłem uciskać, mocno i szybko, licząc na głos, żeby nie wpaść w panikę. Palą mnie ręce. Pot zamarza mi na plecach.
Głos nastolatka w słuchawce zadrżał. „Ta pani robi resuscytację krążeniowo-oddechową. Jesteśmy za barem z neonowym szyldem z psem”.