Zaśmiał się raz. „Słusznie”.
Wypuściłem powietrze. „Pojadę z tobą. Zobaczę to miejsce. Jeśli cokolwiek będzie dziwne, wychodzę”.
Majątek był duży, stary i zadbany.
Zaśmiał się raz. „Słusznie”.
Wypuściłem powietrze. „Pojadę z tobą. Zobaczę to miejsce. Jeśli cokolwiek będzie dziwne, wychodzę”.
Majątek był duży, stary i zadbany.
Przed budynkiem przywitał nas ogrodnik, którego twarz wypełniła ulga, gdy zobaczył Murraya.
„To jest Briar” – powiedział mu Murray. „Uratowała mi życie”.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, patrząc na mnie. „Ty jesteś tą jedyną”.
„Tak” – powiedziałem.
***
Przez następne kilka tygodni stałem się dla Murraya granicą. Uczestniczyłem w spotkaniach i obserwowałem twarze ludzi.
Kiedy ktoś wcisnął mu papiery i nazwał to „pilnym”, zapytałem: „Dlaczego to pilne? Kto korzysta na szybkości?”
Uśmiech faceta zniknął.
Murray spojrzał na niego. „Tak. Dlaczego to takie pilne?”
Tymczasem Jace pisał do mnie, jakby robił mi przysługę.