Sąsiedzi przychodzili jeden po drugim. Najpierw zaciekawieni. Potem milczący. Potem zawstydzeni.
Ciocia Ioana podeszła do krawędzi dołu i przeżegnała się.
— Nie widziałam tu niczego takiego… odkąd byłam dzieckiem.
W ciągu następnych dni, z pomocą kilku mężczyzn z wioski, pogłębili dół i umocnili go drewnem. Powstała głęboka, zimna studnia, która nie wysychała nawet w upale. Ludzie przychodzili z wiadrami, a Maria nikogo nie przeganiała.
— Bierz, ile potrzebujesz, mawiała. Woda nie jest tylko moja.
Z wodą ziemia się zmieniła.
Zboże rosło prosto i zielono. Fasola przywarła do pali. Dynie zaokrągliły się, niczym spełnione obietnice. Dom został naprawiony, powoli, niewielkim kosztem, ale z wielkim nakładem pracy. Dach już nie przeciekał. Drzwi się zamknęły.