„Wszystkiego najlepszego, mamo. To twój nowy dom!”

— Wiem doskonale. Bo ten azyl… jest mój.

Zapadła ciężka cisza. Mężczyzna z trudem przełknął ślinę.

— Czy jest pan… właścicielem?

— Tak. Mój mąż i ja, Boże wybacz mu, zainwestowaliśmy tu dwanaście lat temu. Otworzyliśmy to miejsce dla singli, a nie dla rodziców porzuconych przez dzieci z dobrych domów.

Dyrektor znowu wstał.

— Bardzo mi przykro. Nie wiedziałam, że to pan.

— To nie pana wina — powiedziałam. Mój syn zadbał o to, żeby nikt mnie nie znał.

Wyjęłam telefon i wybrałam numer.

— Cześć, Mihai. Tak, jestem. Tak… dokładnie. Proszę przygotować akta.