Korytarz był krótki. Na jego końcu znajdowały się drewniane drzwi z łuszczącą się farbą. Nacisnął klamkę. Drzwi zaskrzypiały, jakby nikt ich nie dotykał od dziesięcioleci.
Za nimi znajdował się mały, okrągły pokój z kamiennymi ścianami. Na podłodze kurz, ile wlezie. A w kurzu… ślady stóp. Stare ślady. Małe kroki dziewczyn.
Lenuțu poczuł dreszcz na plecach.
Przypomniał sobie dziewczyny. Wszystkie cztery. Znał je od dzieciństwa. Widział, jak się śmieją, biegają po korytarzach, żartują. Potem szok po ich zniknięciu. Ciszę. Ból rodziców.
Uniósł latarkę i zobaczył na tylnej ścianie chwiejną półkę. Na niej leżało kilka zeszytów. Pożółkłych. Pełnych kurzu.
Lekko dmuchnął na pierwszy z nich. Litery pojawiły się drżąco: „Elena – pamiętnik”.
Dłonie mu się trzęsły. Otworzył go.
Pierwsze strony były napisane z młodzieńczą starannością. Potem zdania stały się krótkie, szybkie, pełne strachu. Lenuțu czuł, jak z każdym wersem ściska mu się żołądek.
„Nie chcę się już ukrywać”.