A potem kolejny.
Uklęknął i dotknął zimnej kraty. Była zamknięta starą, zardzewiałą kłódką, najwyraźniej założoną na szybko.
W tym momencie przez głowę przemknęła mu myśl.
„A co, jeśli nie ma tu tylko zeszytów?”
Poczuł gulę w gardle. Wiedział, że musi się dowiedzieć. Nie dla siebie. Dla tych dziewcząt. Dla ich rodziców. Dla całego miasta, które od lat żyło z bólem w duszy.
Wyjął szczypce. Otworzył kłódkę.
Zacisnął zęby.
Z krótkim trzaskiem metal ustąpił.
Właz powoli się uniósł, przeraźliwie skrzypiąc.
Fala zimnego powietrza uniosła się ku powierzchni.