„Jesteśmy tutaj” – powiedział ktoś. „Wszyscy”.
Wpuszczali nas pojedynczo. W pokoju panowała cisza. Była blada. Ale kiedy nas zobaczyła, uśmiechnęła się.
„Boże, ilu was jest…” wyszeptał. „Moje dzieci…”
Wtedy wiedziałem: zrobimy wszystko. Wszelkie pieniądze. Wszelkie drogi. Wszelkie nieprzespane noce. Po prostu, żeby żyć.