Wychowała jedenaścioro dzieci, które nie były jej biologicznymi dziećm

„Jesteśmy tutaj” – powiedział ktoś. „Wszyscy”.

Wpuszczali nas pojedynczo. W pokoju panowała cisza. Była blada. Ale kiedy nas zobaczyła, uśmiechnęła się.

„Boże, ilu was jest…” wyszeptał. „Moje dzieci…”

Wtedy wiedziałem: zrobimy wszystko. Wszelkie pieniądze. Wszelkie drogi. Wszelkie nieprzespane noce. Po prostu, żeby żyć.

— Jeśli będzie trzeba, sprzedam samochód — powiedział Siergiej.

— A mieszkanie wystawię na zastaw — powiedziała Swietłana bardzo poważnie.

— Ona zrobiła dla nas więcej, niż ktokolwiek inny — powiedziałem powoli. — Teraz nasza kolej.

Wtedy wyszedł lekarz i wypowiedział zdanie, po którym na korytarzu zapadła cisza:

— Jest taka opcja. Ale to skomplikowane. I trzeba bardzo szybko podjąć decyzję.