Wychowała jedenaścioro dzieci, które nie były jej biologicznymi dziećm

„Który?” zapytał wujek Petru, zaciskając pięści.

— Potrzeba osoby o określonych parametrach. A szansa istnieje tylko wtedy, gdy ktoś bliski do niej pasuje.

Wszyscy zrobiliśmy krok naprzód. Bez słów. Bez wahania.

Potem nastąpiły analizy. Testy. Długie godziny oczekiwania. I to, co odkryliśmy, zszokowało nas.

Nasza trójka nie była tylko „spokrewniona” w głębi duszy. Pod względem medycznym byliśmy tak kompatybilni, jakbyśmy byli krewnymi. Szanse były nikłe. Ale to właśnie dało mu szansę.

Lekarz tylko wzruszył ramionami:

„Takie rzeczy zdarzają się rzadko. Bardzo rzadko”.

Operacja się odbyła. Trudna. Długa. Siedzieliśmy trzymając się za ręce jak dzieci.

Kiedy lekarz wyszedł i powiedział:

„On przeżyje”,