wydał swoją córkę za mąż

„Doktor nie żyje” – powiedział posłaniec, patrząc Juszy w oczy. „Zginął w pożarze lata temu. Ten człowiek to po prostu żebrak, któremu poszczęściło się z igłą. Powiem gubernatorowi, że znaleźliśmy wędrownego mnicha. Do południa nas nie będzie”.

Kiedy powóz w końcu ruszył, zostawiając głębokie koleiny w błocie, cisza, która powróciła do domu, była inna. Nie była to już cisza spokoju; była to cisza rozejmu.

Malik, ojciec Zainab, obserwował odjazd z drzwi małej szopy, w której teraz mieszkał. Widział królewski herb. Widział dłonie lekarza. Zbliżał się do głównego domu, jego chód był żałosny i powłóczył nogami.

„Mogłeś się targować” – syknął Malik, docierając do ganku. „Mogłeś poprosić o zwrot swoich ziem. O zwrot moich ziem! Trzymałeś życie jego syna w swoich rękach i pozwoliłeś mu odejść za darmo?”

Zainab odwróciła się do ojca. Nie musiała go widzieć, by poczuć zwiędłą chciwość emanującą z jego porów.

„Nadal nie rozumiesz, ojcze” – powiedziała głosem jak zimny dzwonek. „Umowa to coś, co się robi, gdy coś ceni. My cenimy nasze życie. Dziś kupiliśmy milczenie życiem. To jedyna waluta, która ma znaczenie”.