– Że trafiłeś na niewłaściwą dziewczynę.
Niemal niedostrzegalnie Ioana pchnęła kubek w jego stronę. Niewielki ruch. Sygnał. Nagle wszyscy w stołówce zrozumieli, że to nie ona jest zastraszana.
To on.
Pomiędzy stolikami przeszedł szmer. Niektórzy już się uśmiechali, wyczuwając zmianę układu sił.
Ioana odstawiła filiżankę na stół.
– Przeprosiny. Tylko o to proszę.
Munteanu zacisnął szczękę. Był dumny, impulsywny, przyzwyczajony do tego, że ludzie schodzą mu z drogi. Ale nie chodziło tylko o niego. Chodziło o to, że wszyscy na niego patrzyli. O to, że ktoś mały i cichy przyparł go do muru, nie podnosząc głosu.
Wziął głęboki oddech.
– …Dobrze – powiedział z przymusem. Przepraszam.
Ioana lekko skinęła głową.
– Teraz rozumiesz? To było proste.