Wzięła tacę i wróciła do stołu, jakby wszystko się skończyło. Jakby nie zwalił góry jednym zdaniem.
Ale historia na tym się nie skończyła.
Bo po kilku sekundach Munteanu ruszył za nią. Nie zły. Ale zdezorientowany. Oszołomiony. Może po raz pierwszy w życiu.
– Ioano… jak to zrobiłaś? – zapytał, zatrzymując się przy jej stoliku.
Uniosła wzrok, spokojna jak zawsze.
– Proste. Ludzie nie boją się twojej mocy. Boją się mocy, którą myślisz, że posiadasz.
Zamarł. Potem, niespodziewanie, zaśmiał się krótko. Nie szyderczo. Ale szczerze.
– Myślę… masz rację.