Ale prawda jest taka, że osoba, którą chcieliście upokorzyć, już nie istnieje. Wyśmiewaliście kogoś, kto żyje tylko w waszych wspomnieniach.”
Callum przełknął ślinę. „Elara, my—”
Uniósła rękę. „Bez wymówek. Nie dziś.”
Ale prawda jest taka, że osoba, którą chcieliście upokorzyć, już nie istnieje. Wyśmiewaliście kogoś, kto żyje tylko w waszych wspomnieniach.”
Callum przełknął ślinę. „Elara, my—”
Uniósła rękę. „Bez wymówek. Nie dziś.”
Jednak coś jeszcze ją niepokoiło — coś wykraczającego poza okrucieństwo czterech mężczyzn.
Gdy omiotła wzrokiem salę, zauważyła dziwne zachowanie gości. Nerwowe spojrzenia. Telefony szybko chowane do kieszeni.
Kilka osób, które nie powinny nawet znać jej nazwiska, wyglądało niemal na przestraszone jej obecnością.
Wtedy to zobaczyła: mały emblemat w klapie marynarki mężczyzny stojącego przy wyjściu.
Symbol, który rozpoznała z wojskowych odpraw — grupę konsultingową objętą śledztwem w sprawie drapieżnych działań wobec żołnierzy. Co on tu robił?
Instynkty Elary wyostrzyły się. Ten zjazd nie był tylko aktem drobnej złośliwości. Ktoś jeszcze przyszedł dziś wieczorem z własną agendą.
Kapitan Rourke podążył za jej spojrzeniem. „Ty też go widzisz?”
„Tak” — odpowiedziała cicho. „I nie przyszedł tu z powodu nostalgii.”
Mężczyzna wymknął się bocznymi drzwiami.
Elara podjęła decyzję. „Dorian, miej oko na salę. Idę za nim.”