Kiedy jeden z drapieżników podszedł za blisko, wykonała jedyny ruch, na jaki ją było stać: bardzo powoli, niemal niezauważalnie, wydmuchnęła cienką linię bąbelków w przeciwnym kierunku.
Piranie instynktownie się wycofały.
Wtedy to zobaczyła: metalową drabinkę w kącie, zazwyczaj używaną tylko do konserwacji. To była jej szansa. Nie mogła tam szybko dopłynąć – ale mogła unosić się, milimetr po milimetrze, imitując nieruchomy obiekt.
I tak zrobiła.
Z góry kilku gości zaczęło zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak. Nie było krwi. Woda była czysta. Piranie były zdenerwowane, ale nie atakowały.
„Dlaczego nie gryzą?” – zapytał ktoś.
„Czy ona już nie żyje?”
Jakub zmarszczył brwi. Podszedł krok bliżej, pochylając się nad krawędzią, czubek jego drogiego buta lekko dotykał wody.