A Celia nie miała już nic do stracenia.
Chwycił drabinę obiema rękami i zaczął się unosić z prędkością, na jaką nie pozwoliłby sobie jeszcze kilka sekund wcześniej. Piranie poruszyły się, popłynęły w jej kierunku, ale decydujący ruch nastąpił za późno.
Kiedy wypłynęła na powierzchnię, ludzie cofnęli się w szoku. Niektórzy płakali. Inni uciekali. Jeden mężczyzna, drżąc, wezwał policję.
Ale Iacob się nie wycofał.
Zaczął na nią krzyczeć, oskarżając ją o zepsucie imprezy, o to, że „nie zrozumiała żartu”, o to, że zapłaciła za upokorzenie, jakiego go doświadczyła.
Wtedy Celia spojrzała na niego – mokra, drżąca, ale żywa.
„Nie zepsułam imprezy, panie Marin. Po prostu pokazałam panu, kim pan jest”.
Jej słowa spadły na tłum niczym kamień w wodę.