“Zejdź mi z drogi, kaleko!” krzyknął wysoki głupek i kopnął niepełnosprawną dziewczynę

Ionuț zwrócił się do Eleny.

„Chcesz coś powiedzieć? A może wolisz iść na autobus, a my się tym zajmiemy?”

Elena wzięła głęboki oddech. Zazwyczaj unikała konfrontacji. Zazwyczaj szła dalej i przełykała gulę w gardle. Ale dziś… dziś zdawała się czuć w sobie coś jeszcze, głos, którego nigdy wcześniej nie słyszała.

Wyprostowała się tak bardzo, jak tylko potrafiła, opierając się na kulach.

„Nie powinieneś był mnie uderzyć” – powiedziała do Bogdana powoli i wyraźnie. „Nie wiesz, przez co przechodzę każdego dnia. Ale nie musisz wiedzieć. Wystarczyło, żebyś zachowywał się jak człowiek”.

Bogdan zaczął coś mówić, ale ucichł. Spojrzenia prawie setki rowerzystów przygwoździły go do ziemi.

Ionuț kontynuował:

„O to właśnie chodzi. Organizujemy akcje charytatywne co miesiąc. Pomagamy ludziom, zbieramy pieniądze, pchamy wózki inwalidzkie, naprawiamy rowery dziecięce. Na tym właśnie polega wspólnota, chłopcze. Nie kop tych, którzy już leżą na ziemi”.

W grupie rozległ się pomruk aprobaty.