Zięć wstawił zamek do pokoju w moim mieszkaniu: „To nasza prywatna prz

— Mnie siebie bardziej szkoda — ucięłam. — Proszę robić.

Po dwóch godzinach kuchnia była zamknięta. Zgrabny, prawie niewidoczny zamek skutecznie odciął dostęp do kuchenki, mikrofalówki i — przede wszystkim — do lodówki.

Ale dla pewności na samą lodówkę założyliśmy jeszcze schludny łańcuszek z kłódką szyfrową. Wyglądało to absurdalnie, ale było jednoznaczne.

Został ostatni szlif.

Weszłam przez telefon do panelu dostawcy internetu. Zresetowałam ustawienia routera. Zmieniłam hasło z poczciwego „lenochka1995” na skomplikowaną kombinację cyfr i liter, której nie dało się odgadnąć.

Usiadłam w fotelu na korytarzu, dokładnie naprzeciw drzwi wejściowych. Położyłam książkę na kolanach.

Zegar pokazywał 18:45. Zaraz się zacznie.

„Internet padł”

Pierwszy wrócił Oleg. Był wściekły — na zewnątrz mokry śnieg, korki.