Zobaczyłem mojego syna siedzącego na ławce w parku z dzieckiem

„Tata jest skłonny do hojności” – powiedziała. „Umorzy zarzuty o „kradzież” sreber, jeśli jutro przyjdziesz do notariusza. Podpiszesz dokument, w którym przyznasz się do wzięcia „pożyczki” w wysokości 100 000 dolarów od firmy. Zrób to, a unikniesz więzienia. A jeśli będziesz grzeczna, pozwolę ci zobaczyć się z Treyem w ten weekend – oczywiście pod nadzorem. Nie chcemy, żeby przejął twoje… nałogi”.

W pokoju zrobiło się lodowato. Wykorzystywała własnego syna jako narzędzie nacisku, żeby wymusić fałszywe zeznania. Dałem Marcusowi znak, żeby się rozłączył.

„Ona nie jest potworem, Marcusie” – powiedziałem, stojąc przy oknie, gdy księżyc wschodził nad sosnami. „To idiotka. Chciwa, narcystyczna idiotka, która myśli, że bawi się myszą. Nie zdaje sobie sprawy, że właśnie weszła do jaskini lwa”.

Sztuka kontrataku

Następnego wieczoru nie poszedłem do notariusza. Zamiast tego włożyłem skromny szary garnitur i poszedłem na koktajl przed aukcją do galerii sztuki współczesnej. To było ulubione miejsce Prestona. Był tam, z rumieńcami od koniaku, przewodnicząc kręgowi nowobogackich.

Tiffany stała obok niego w sukience, która kosztowała więcej niż roczna „pensja” Marcusa w Midwest Cargo. Trzymałam się w cieniu, obserwując ich. Preston mnie zauważył i podszedł, z piersią wypiętą jak u koguta nagrodowego.

„Pani Vance” – warknął. „Słyszałem, że Marcus przechodzi… trudną transformację. Jaka szkoda. Niektórzy ludzie po prostu nie nadają się do życia w rozrzedzonym powietrzu naszego świata. Geny, bez wątpienia. Można zdjąć chłopaka z ulicy, ale… no cóż, resztę znasz”.

„Resztę rozumiem doskonale, Preston” – odpowiedziałem, popijając wodę. „Wiem też, że Midwest Cargo szuka nowego „inwestora”. Czy dlatego rozmawiałeś wcześniej z Borisem Fillmore’em?”

Twarz Prestona zamigotała. Boris „Sowa” Fillmore był znanym paserem, specjalizującym się w kradzieży mienia przemysłowego.

„Tylko znajomy” – wyjąkał Preston.