Żołnierz wrócił do domu wcześniej, nie mówiąc o tym żonie

— Tutaj — powiedział krótko. — To mój dom. I jej dom.

Następnego ranka Ion poszedł do lekarza. Potem do ratusza. Potem do banku. Wyjął ostatnie zaoszczędzone pieniądze — dwadzieścia tysięcy lei. Nie było to dużo, ale wystarczyło na nowy początek.

Tego samego dnia Maria spakowała walizki.

— Dokąd mam iść? — zapytała już i tak zbolałym głosem.

— Gdziekolwiek chcesz. Ale nie tutaj.

Nie krzyczał. Nie przeklinał. Otworzył drzwi i czekał. Maria wyszła, nie oglądając się za siebie.

Nastąpiły ciężkie miesiące. Ion pracował całymi dniami na wsi. Naprawiał płoty, rąbał drewno, nosił worki. Matka siedziała w słońcu na ławce, robiąc na drutach skarpetki. Sąsiedzi zaczęli przychodzić. Z garnkiem jedzenia. Z dobrym słowem. Z szacunkiem.