Matilda poczuła, że nogi jej miękną, więc usiadła na brzegu łóżka. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Ten tajemniczy mężczyzna nie był zwykłym bogatym właścicielem ziemskim – był kimś z niewidoczną raną.
„Twój ojciec o tym nie wie” – kontynuował Adrian. „Myślał, że to zwykła umowa. Ale ja… ja po prostu chciałem cię stąd wydostać. Nie chcę, żebyś był moim sługą. Nie chcę cię dotykać bez twojej zgody. I nie chcę, żebyśmy żyli w kłamstwie”.
Oczy Matildy napełniły się łzami, po raz pierwszy nie ze strachu, ale ze zdumienia. Nie wiedziała, co myśleć o tym mężczyźnie. Miał surową twarz, głęboki głos, ciężkie spojrzenie, ale teraz stał przed nią wrażliwy, uczciwy mężczyzna.
Adrian podał jej mały klucz.
— Ten klucz jest do drzwi twojego pokoju. Będziesz je zamykać każdej nocy. A jutro chcę ci coś pokazać. A jeśli po miesiącu powiesz, że nie chcesz zostać… Zabiorę cię do domu i wszystko zachowam.