Zrzucili mnie i mojego męża z klifu

— Jeśli coś nam się stanie, znasz prawdę — powiedział. Oto dowody. Podpisany akt własności, dowód udziału, ich nazwiska. Wszystko. Zebrałem każdy lej, każdy kawałek papieru. Jeśli dotrze to na policję, to koniec. Zatrzymam ich. Może chłopak też ucieknie.

Patrzyłam na niego długo, łzy spływały mi po twarzy. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam w nim nie tylko męża, ale mężczyznę, który przyznał się do swoich błędów i był gotów za nie zapłacić.

— Ernest… musimy się stąd wydostać. Nie dla nas. Dla Iuliana. Aby uratować go przed tym szaleństwem.

Skinął głową.

I pobiegliśmy.

Nie wiem, skąd wzięłam siłę, ale zbiegłam z góry szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie zatrzymując się, nie oglądając się za siebie. Ich kroki rozbrzmiewały raz bliżej, raz dalej, ale pragnienie uratowania rodziny było silniejsze niż strach.